Projektowanie dróg jest bardzo złożonym procesem. Na co należy zwrócić szczególną uwagę, by w efekcie otrzymać bezpieczną i dobrze przemyślaną infrastrukturę? Czy istnieje prosty przepis na dobry projekt? Na te i inne pytania w rozmowie z redakcją „Magazynu Autostrady” odpowiedzi udzielił Arkadiusz Merchel. Posiadający ponad 25-letnie doświadczenie w skomplikowanych projektach infrastrukturalnych ekspert w zakresie projektowania w systemie D&B oraz w dziedzinie BIM Członek Zarządu Multiconsult Polska, dyrektor Pionu Projektowego oraz wiceprezes Związku Ogólnopolskiego Projektantów i Inżynierów.

fot. Multiconsult Polska

 

Posiada Pan ponad 25-letnie doświadczenie w realizacji projektów infrastrukturalnych. Gdzie je Pan zdobywał?

Swoją karierę rozpocząłem jeszcze na studiach w Biurze Projektowo-Konsultingowym Stolica. Następnie, już jako młody inżynier z pewnym doświadczeniem zawodowym, byłem współtwórcą pracowni projektowej przy spółce Dromex – firmie wykonawczej z wieloletnimi tradycjami. Warto powiedzieć, że było to jedno z pierwszych w Polsce biur technicznych funkcjonujących w strukturach podmiotu zajmującego się wykonawstwem. Początkowo projektowaliśmy wyłącznie na potrzeby Dromexu.

Później, także dla klientów zewnętrznych – zarówno państwowych, jak i prywatnych. W kolejnych latach pracy zawodowej zakładałem lub rozwijałem biura projektowe w firmach polskich i zagranicznych, takich jak Dro-Konsult, Halcrow, Aecom. Obecnie, od ponad pięciu lat, jestem związany z firmą Multiconsult Polska, gdzie kieruję pracami projektowymi w Polsce i Norwegii.

Jaki był Pana najbardziej wymagający projekt?

Tak naprawdę to każdy projekt jest wymagający i do każdego należy podchodzić z takim samym zaangażowaniem.

Wydaje mi się, że ten najbardziej wymagający jest jeszcze przede mną. Natomiast z sentymentem wspominam projekt dotyczący docelowego przebiegu drogi nr 7 na odcinku około 120 km od Płońska do Olsztynka. Była to inwestycja, w której uczestniczyli GDDKiA oraz samorządowcy z poszczególnych województw, gmin i powiatów. Było to naprawdę duże przedsięwzięcie. W pamięci mam zwłaszcza przeprowadzane wówczas tzw. wizje terenowe i obronę projektu. Odbywała się ona „na żywo” w terenie. Projektant prezentował przed GDDKiA swoje rozwiązania na miejscu, wskazywał połączenia z innymi drogami, przedstawiał argumenty za i przeciw. Największą zaletą takiej formy obrony projektu była możliwość skonfrontowania proponowanych w projekcie rozwiązań z warunkującymi je czynnikami terenowymi, środowiskowymi czy potrzebami społecznymi. Tym samym realnie, w czasie rzeczywistym inwestor mógł na własne oczy przekonać się, dlaczego dany element zaprojektowano. Obecnie takiej praktyki już nie ma, a szkoda. Dodam, że w Norwegii nadal funkcjonuje model, w którym zespół projektowy omawia rozwiązania z klientem „w terenie”. Projekt, o którym mówię, był realizowany niemal 20 lat temu, jego ostateczny kształt odbiega nieco od początkowych założeń, ale sama idea, na niektórych fragmentach, przetrwała.

Jak oceniłby Pan kondycję branży projektowo-budowlanej w Polsce?

Skoncentruję się na części projektowej, bo jest ona mi najbliższa. Ogólnie trzeba stwierdzić, że niestety do ideału jeszcze daleko. Dla kondycji branży szczególnie istotna jest ciągłość zamówień. A zatem fakt, że zamawiający ogłaszają kolejne postępowania przetargowe, to dobry sygnał dla rynku, bo znaczy to, że będą realizowane kolejne inwestycje. Martwi mnie natomiast to, że bardzo często mamy do czynienia z sinusoidalnymi wychyleniami – raz jest bardzo dużo przetargów, a kiedy indziej stosunkowo mało. Moim zdaniem rynkowi, podmiotom na nim operującym potrzebna jest perspektywa nie tylko jednego roku, ale dwóch, pięciu czy może nawet kilku lat więcej. Niestety odnoszę również wrażenie, że wykonujemy dużo wartościowych projektów, za które nie otrzymujemy wynagrodzenia adekwatnego do wysiłku włożonego w zakresie iteracji i wielowariantowości rozwiązań projektowych. W obowiązującym systemie rozliczeń z klientami publicznymi płatność za wykonane prace projektowe otrzymujemy często dopiero po roku lub później od podpisania umowy. Uważam, że powinniśmy rozliczać stopień zaawansowania prac projektowych w cyklu miesięcznym, tak, jak to się odbywa na Zachodzie, oraz na podobnej zasadzie, jak rozliczani są wykonawcy prac budowlanych czy firmy sprawujące funkcje Niezależnego Inżyniera. Proszę zauważyć, że podmioty, które realizują nasze projekty, otrzymują płatności miesięczne uzależnione od przerobów i wykonanych prac. Stawiam proste pytanie: dlaczego wykonawcy realizujący budowę mogą mieć płatności miesięczne, a biura projektowe wykonujące prace projektowe są takiej możliwości pozbawione? Sądzę, że wprowadzenie mechanizmu płatności miesięcznych pozwoliłoby większości biur projektowych zachować większą płynność finansową. Obecnie firmy projektowe kredytują w zasadzie inwestycje publiczne. A chyba tak nie powinno być! Trzeba również pamiętać, że w utrzymaniu biura projektowego największy koszt stanowią pensje pracownicze. Do tego dochodzą koszty wyposażenia miejsc pracy w oprogramowanie, licencje czy szkolenia. Dla firm zatrudniających 100 czy 300 osób to niebagatelne koszty. Gdy dołożymy do tego sześciomiesięczne, roczne, a niekiedy i dłuższe rozliczenie z klientem, to mamy pełen obraz kredytowania inwestycji przez branżę projektową. Trzeba także wziąć pod uwagę sytuację podwykonawców z branży geodezyjnej czy geologicznej, pracujących na rzecz biur projektowych i oczekujących terminowych płatności. Ponadto jest jeszcze kwestia zmian projektowych oraz dodatkowych wariantów, niezależnych od projektantów, za które zamawiający nie chcą płacić i w 95% przypadków koszty dodatkowej pracy ponoszą biura projektowe. Nie mogę zgodzić się ze stanowiskiem zamawiających, warunkujących wypłatę wynagrodzenia przekazaniem całego i kompletnego opracowania. Aby wykonać takie kompletne opracowanie, potrzebna jest przecież wielomiesięczna praca, za którą nie dostajemy wynagrodzenia co miesiąc od zamawiającego.

Dobry przykładem opisującym proces zamówienia projektu jest kupno samochodu. Kiedy wybieramy samochód, to decydujemy o silniku, określając jego pojemność, liczbę koni, a w zakresie wyposażenia o systemach czy posiadaniu nawigacji. Dokonujemy zamówienia i wpłacamy zaliczkę. Potem każda zmiana w zamówieniu to dodatkowy koszt. Za każdy zmieniony element trzeba zapłacić i czekać na realizację tej modyfikacji. Podobnie powinno być w projektowaniu infrastrukturalnym – każda zmiana czy modyfikacja powinna być dodatkowo wynagradzana.

Projektowanie dróg jest bardzo złożonym procesem. Na co należy zwrócić szczególną uwagę, by w efekcie otrzymać bezpieczną i dobrze przemyślaną infrastrukturę? Czy opierając się na swoich doświadczeniach, mógłby Pan podzielić się z naszymi czytelnikami praktykami wskazówkami – jak dobrze zaprojektować drogę?

Mam jedną dewizę – coś, co dobrze wygląda, jest czytelne i zrozumiałe, na pewno jest dobrze zaprojektowane (mówimy o aspekcie wizualnym, a nie technicznym.) Zawsze powinno się projektować od ogółu do szczegółu.

Robienie skrótów i omijanie poszczególnych etapów nie kończy się dobrze. Moim zdaniem dla nowych inwestycji zawsze powinno się opracowywać: Studium Korytarzowe, Studium Techniczno-Ekonomiczno-Środowiskowe (STEŚ) oraz Koncepcję Programową. Pominięcie któregoś z etapów zawsze rodzi problemy. Z punktu widzenia projektowego te trzy etapy są najważniejsze dla właściwego zaprojektowania nowej drogi. To właśnie na tych etapach dokonuje się oceny wariantów i wyboru najkorzystniejszych rozwiązań projektowych. To właśnie na tych etapach jest czas na wymianę opinii, dyskusje, rozważania i wybory. W trakcie tych prac projektant powinien mieć najwięcej czasu na analizy.

Twierdzę, że etapu STEŚ oraz Koncepcji Programowej nie należy łączyć w tak zwany STEŚ-R. Przy przetargach realizowanych w formule Zaprojektuj i Buduj występują bowiem trudności w prawidłowej wycenie zadania z uwagi na pomijanie niektórych elementów projektowych w STEŚ-R.

Kolejne etapy, tj. Projekt Budowlany oraz Projekt Wykonawczy, powinny być uzależnione od systemu, w którym inwestycja będzie realizowana – tzw. Buduj czy Projektuj i Buduj.

A sposób na zaprojektowanie jest dość prosty: bardzo dobra kadra, czas, współpraca wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego i pieniądze.

W czasach, kiedy mamy pełen dostęp do programów do projektowania dróg i organizacji ruchu, proces projektowania powinien być z zamysłu łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Większa cyfryzacja projektowania dróg przekłada się na lepsze projekty?

Wbrew pozorom proces projektowania to zadanie bardzo złożone. Specjalistyczne oprogramowanie do projektowania jest bardzo drogie i niestety nie jest idealne. Może gdyby wszystkie programy połączyć w jeden, to otrzymalibyśmy potężne narzędzie do projektowania. Póki co tak nie jest i pewnie długo jeszcze nie będziemy mieli w ręku takiego oręża. W Polsce mamy naprawdę dobrych i „uniwersalnych” projektantów oraz asystentów. Problemem w projektowaniu zawsze jest czas. Do tego dochodzą procedury uzgodnieniowe i oczekiwania uczestników procesu inwestycyjnego. Na ogół inwestor oczekuje bowiem perfekcyjnego i szybko wykonanego projektu. A my jako branża pytamy: po co dwa projekty? Wystarczy zamówić jeden, z prawidłowo przygotowanym opisem zamówienia i odpowiednim terminem realizacji. A tak na poważnie, samo oprogramowanie nie rozwiąże problemów projektowych i projektowania. Owszem, przyspiesza prace, umożliwia przeprowadzenie wielu analiz i wariantów, ale nie zwalnia zamawiającego z konieczności podjęcia decyzji oraz nie eliminuje problemu uzyskiwania pozwoleń administracyjnych. Dziś wymagania zamawiającego idą w kierunku przedstawiania nieskończonej ilości analiz, a głos doświadczonego inżyniera przedstawiającego realne rozwiązania, pozwalające na podjęcie właściwych decyzji, bywa niedosłyszany. Dzięki oprogramowaniu jesteśmy więc w stanie wykonać więcej wariantów oraz analiz, natomiast sam proces trwa mniej więcej tyle samo, co kiedyś. Warto wspomnieć, że w systemie D&B standardowo mamy około 10 miesięcy na złożenie wniosku o wydanie ZRID. Oznacza to, że projektant ma 6 miesięcy na projektowanie i 4 miesiące na uzgodnienia z Inżynierem lub Zamawiającym, zaś czas oczekiwania na wydanie decyzji ZRID to 3 do 12 miesięcy. Gdy porównuje się te proporcje, to nasuwa się pytanie, czy naprawdę tak powinno być, że projektant ma tyle czasu na prace projektowe, ile ktoś opiniujący lub zatwierdzający projekt. Chyba coś tu jednak nie gra… Prawdziwa cyfryzacja, mam tu na myśli tę z zastosowaniem realnego BIM, daje naprawdę właściwy produkt – dobry projekt. A dobry projekt to taki, który jest optymalny pod względem kosztowym, skoordynowany pomiędzy branżami (drogi, mosty, branże sanitarne, elektryczne, konstrukcyjne, geotechniczne itp.) i zaspokaja społeczne oczekiwania. Technologia „BIM” stwarza takie możliwości. Niestety inwestorzy z sektora publicznego nie są zainteresowani projektowaniem w tej technologii. Oczywiście trzeba powiedzieć, że koszt opracowania z użyciem BIM jest nieco większy niż tradycyjny, ale korzyści uzasadniają te wydatki. Trzeba też pamiętać, że całkowity koszt samego projektu realizowanego w obecny sposób to około 3% całej inwestycji, więc przeznaczenie dodatkowych środków na ten cel wydaje się być zasadne. Przemawiają za tym efekty uzyskiwane na etapie realizacji inwestycji i wymierne korzyści finansowe. Warto też nadmienić, że BIM pozwala posługiwać się modelem wszystkim uczestnikom procesu projektowego, a przecież model przestrzenny wraz z inteligentnymi informacjami powinien być przekazywany od projektanta do wykonawcy i do zamawiającego na każdym etapie realizacji, tj. na etapie projektowania, budowy oraz utrzymywania obiektu liniowego. Firmy, zarówno projektowe, jak i wykonawcze, realizują już takie opracowania, ale są one na razie w fazie pilotażowej. Cyfryzacja zatem tak, ale w rozsądny sposób. Przed nami jeszcze długa droga.

Musimy wspomnieć, że jest Pan wiceprezesem Związku Ogólnopolski Projektantów i Inżynierów. Jakie są główne cele Związku?

Powstanie ZOPI jest wynikiem realnych potrzeb środowiska projektowo-inżynieryjnego, które od dłuższego czasu borykało się z problemem nierówności stron w postępowaniach inwestycyjnych i brakiem możliwości obrony swoich racji. Pozycja zamawiających, zwłaszcza tych dużych, ale także wykonawców, jest niezwykle silna. Z kolei nasz głos, projektantów, nie był słyszalny. I nie chodzi tu o czysto rynkowe zmagania, ale o zadbanie o równe pozycje wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego. Jak już zaznaczyłem, ograniczanie roli projektanta, skracanie czasu potrzebnego na przygotowanie dobrego projektu, przerzucanie wszystkich ryzyk na biura projektowe nie przynosi nic dobrego. Trzeba stworzyć równe warunki wszystkim stronom, ale także zadbać o to, by w postępowaniach przetargowych tworzono właściwe ramy organizacyjno-prawne realizacji zadań.

Z jakimi problemami najczęściej spotykają się projektanci drogowi w naszym kraju?

Jak już wspomniałem, sam proces projektowania jest zadaniem skomplikowanym, wymagającym czasu i doświadczenia w rozwiązywaniu wielorakich problemów – od kwestii czysto technicznych po zagadnienia ekonomiczne czy społeczne. Tym jednak, co najbardziej utrudnia pracę projektantom, są problemy związane z niewłaściwie prowadzonymi postępowaniami przetargowymi. Trzeba tu przede wszystkim wymienić: nieprecyzyjne opisy przedmiotu zamówienia, zbyt ogólnikowe zapisy w umowach, harmonogramy realizacji przedsięwzięcia zakładające mało realne terminy wykonania. Ponadto w projektowanie coraz bardziej wkrada się biurokracja. Szczególnie odczuwalna jest dowolność interpretacji przepisów przez urzędników. Przy składaniu wniosków o ZRID w dwóch województwach można się przekonać, jak odmienne są wymagania co do zwartości samego wniosku czy opisu. Trzeba też powiedzieć o wprowadzaniu nowych przepisów bez szerokich konsultacji wśród inżynierów. Boli również ryczałt za opracowania projektowe. Problemy stanowią również zmiany prawa w trakcie realizacji prac oraz brak zrozumienia zamawiających w kwestii konieczności wypłacania dodatkowego wynagrodzenia za tak generowane zmiany projektowe, a także za zmiany wprowadzane na wniosek zamawiającego lub niezgodnie z SIWZ. Niezrozumiała jest również dla branży konieczność ubezpieczania zaliczek. Cieszy fakt, że zamawiający przewiduje takie rozwiązanie, ale żądanie za nie dodatkowego zabezpieczenia, obok wniesienia gwarancji należytego wykonania umowy, to podwójny ciężar.

ZOPI działa już od roku – został zarejestrowany 25 lutego 2020 r. Mógłby Pan podsumować dotychczasową działalność Związku?

Jak zaznaczyłem, naszym celem jest wypracowanie partnerskich relacji pomiędzy wszystkimi uczestnikami procesu inwestycyjnego. Ważnym elementem tej działalności jest nawiązanie dialogu z GDDKiA, PKP, PGE oraz właściwymi ministerstwami. Szczególnie też cieszy, że ZOPI skupia nie tylko przedstawicieli biur projektowych z branży infrastrukturalnej, ale również firmy specjalizujące się w pracach geodezyjnych, geologicznych oraz nadzorowych. W pierwszym roku działalności udało się Związkowi wypracować kilka pozytywnych rozstrzygnięć, co zostało dobrze odebrane przez branżę i zaowocowało powiększeniem organizacji o nowych członków. I to, myślę, jest najlepsze podsumowanie.

Na stronie Związku można się zapoznać z dokumentami złożonymi przez ZOPI do Krajowej Izby Odwoławczej. Czy odwołania Związku są skuteczne? Mają one realne przełożenie np. w zmianie zapisów?

W większości przypadków odwołania są skuteczne i mają odzwierciedlenie w zmianach zapisów umów. Należy zaznaczyć, że odwołanie do KIO jest elementem ostatecznym, a decyzja o takim kroku jest podejmowana po wyczerpaniu innych środków negocjacyjnych lub braku jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytania.

Jakie są plany Związku na przyszłość?

Przede wszystkim chcielibyśmy dalej pracować na rzecz bardziej partnerskich relacji z zamawiającymi publicznymi. Jesteśmy otwarci na dialog i wspólne poszukiwanie właściwych rozwiązań dla dobrych warunków kontraktowych, nie tylko w projektowaniu. Co więcej, chcemy być platformą poważnej i merytorycznej dyskusji o obecnym kształcie i o przyszłości naszej branży. Będziemy dążyć do głębszej integracji środowiska projektowego. Mamy też plany w zakresie edukacyjnym, promocji inżynierii, rozwoju kompetencji cyfrowych. Zadań więc nam nie zabraknie. Zainteresowanych zachęcam do odwiedzenia strony Związku: www.zopi.org, gdzie można lepiej zapoznać się z zakresem działania organizacji.

Dziękuję za rozmowę

W związku z wejściem w dniu 25 maja 2018 roku nowych przepisów w zakresie ochrony danych osobowych (RODO), chcemy poinformować Cię o kilku ważnych kwestiach dotyczących bezpieczeństwa przetwarzania Twoich danych osobowych. Prosimy abyś zapoznał się z informacją na temat Administratora danych osobowych, celu i zakresu przetwarzania danych oraz poznał swoje uprawnienia. W tym celu przygotowaliśmy dla Ciebie szczegółową informację dotyczącą przetwarzania danych osobowych.
Wszelkie informacje znajdziesz tutaj.
Zachęcamy również do zapoznania się z naszą nową Polityką Prywatności.
W przypadku pytań zapraszamy do kontaktu z naszym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych pod adresem iodo@elamed.pl

Zamknij